środa, 20 stycznia 2016

"Zanim dopadnie nas czas"

Macie swoją tzw. bucket list czyli listę rzeczy do zrobienia przed śmiercią? Bo ja zastanawiam się, czy sobie takowej nie spisać. Nie, nie zamierzam jeszcze opuszczać tego świata. I w sumie tworzenie takiej listy stoi w opozycji z wcześniejszym założeniem, że nie będę niczego planować, ale... To nie będą plany na najbliższy rok, tylko takie, na których realizację będę miała całe życie, bez konkretnej daty granicznej. I na owej liście będą się mogły znaleźć wszystkie moje pomysły: od najbardziej błahych jak zakup ogniście czerwonej pomadki (bo nigdy takiej nie miałam), przez takie, które krążą po mojej głowie od dłuższego czasu, jak tatuaż, po najbardziej dla mnie odjechane, jak skok na bungee (póki co mam takiego stracha, że nawet nie sposób go opisać).

Skąd nagle taki pomysł? Naszła mnie owa myśl po przeczytaniu książki Jennifer Egan.

Jennifer Egan, Zanim dopadnie nas czas, przełożyła Katarzyna Waller-Pach, Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2011

Dla mnie to książka o dojrzewaniu, ale i o przemijaniu. O podejmowaniu słusznego ryzyka, ale i o nieprzemyślanych decyzjach. O obronie ideałów, ale i o potrzebie życiowych zmian. O tym, że nigdy nie wiemy, która z chwil będzie dla nas tą przełomową w naszym życiu, dlatego powinniśmy robić wszystko, by żadnej z nich nie przegapić. To także książka o muzyce, bez której nawet najbarwniejsze życiorysy tracą swój koloryt. Plus galeria nietuzinkowych postaci (Benni'ego, Sashy, Lou, Alexa, Jocelyn, Rhei czy Scotty'ego) umiejętnie przedstawionych przez autorkę. Każda z nich zaprasza czytelnika do swojego świata i pozwala z niego czerpać garściami. Zanim dopadnie nas czas to książka zdecydowanie warta przeczytania i godna plecenia.


Cytat pochodzi z omawianego tytułu, s. 33

Bywają dni, które ciągną się w nieskończoność, a my myślimy tylko o tym, by jak najszybciej odeszły w zapomnienie. Ale przecież tak naprawdę jest zupełnie inaczej - życie biegnie (a ja mam nawet wrażenie, że z roku na rok przyspiesza) i nie zatrzyma się tylko dlatego, że my będziemy tego chcieli. Bo najdzie nas refleksja albo chęć nadrobienia tego, na co wcześniej nie znajdowaliśmy czasu. Nie zaczeka. Życie dzieje się tu i teraz. Nie chcę, by za kilkanaście lat uderzyła mnie myśl, że na coś w moim życiu jest już za późno, że zgubiłam gdzieś po drodze siebie samą, że przespałam odpowiedni do realizacji najodważniejszych działań czas. I choć bucket list nie jest na to lekarstwem i nigdzie nie jest napisane ani powiedziane, że dzięki niej uda mi się wszystko, co sobie zapiszę - przynajmniej będę próbować. A i samo jej tworzenie może być całkiem ciekawym eksperymentem, bo być może pozwoli spojrzeć na siebie z zupełnie innej, niż dotychczasowa, perspektywy.

To co - długopisy, ołówki, pióra i klawiatury w dłoń?

Pozdrawiam.

2 komentarze:

  1. czytałam kiedyś o takiej liście, nawet miałam plan, by utworzyć własną, ale oczywiście wszystko spełzło na niczym. po wizycie u Ciebie znów temat wrócił. może teraz bardziej skutecznie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że w takiej liście najlepsze jest to, że można ją stworzyć w każdej chwili. Witam, pozdrawiam i powodzenia w tworzeniu życzę.

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz. Nie widać go? To dlatego, że lubię czytać pozostawione dla mnie słowa jako pierwsza :)