środa, 4 lutego 2015

Zima w sercu (z cyklu "Przypomnienia" cz.9)

Pozostając w zimowych klimatach pomyślałam, że przypomnę wpis o filmie z zimą w tle. Wieczory wciąż długie, może kilka słów o nim zachęci kogoś do obejrzenia, choć obraz do łatwych nie należy.

źródło
Filmem Snow Angels [Śnieżne anioły, 2007; reż. Jesse Peretz, David Gordon Green] na podstawie powieści Stewarta O'Nana byłam - może nie wstrząśnięta - ale bardzo mocno poruszona. Dawno nie widziałam obrazu tak surowego w swym przekazie. Naładowanego taką ilością trudnych tematów i emocji. Tak wyostrzonego, a jednocześnie nie przerysowanego. Nie odnalazłam w nim ani jednej niepotrzebnej sceny. Odnalazłam za to zderzenie kilku światów - takiego, który dla dwójki "po przejściach" się skończył i takiego, który dla dwojga się zaczynał. Oraz takiego, w którym bohaterom przyszło stanąć na rozdrożu... Pierwsza miłość, przebaczenie, ból, strata... Wiara w nawrócenie ocierająca się o fanatyzm... Początek i koniec. Życie i śmierć. I tak się zastanawiam czy właśnie ta mieszanka spowodowała, że czułam autentyczny chłód podczas oglądania? Być może. Możliwe, że wpływ na to miała także zima w sercach kilku bohaterów...
Dodam jeszcze, że Kate Beckinsale (Annie) i Sam Rockwell (Glenn) stanęli na wysokości aktorskiego zadania oddając dramatyzm sytuacji i czyniąc swe postaci wyrazistymi.

Czy polecam? Tak. Tym, którzy w kinie szukają czegoś więcej niż lekkiej fabuły podanej na tacy. Mnie obraz zapadł w pamięć i przyznać muszę, że oglądanie go było swego rodzaju wyzwaniem dla mego poczucia etyki i moralności. A przede mną jeszcze książka...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz. Nie widać go? To dlatego, że lubię czytać pozostawione dla mnie słowa jako pierwsza :)