wtorek, 25 listopada 2014

Czego sobie odmówić nie potrafię?

Odpowiedź na pytanie z tytułu wpisu nie jest taka prosta, bo wiele rzeczy sprawia mi przyjemność =) Nie potrafię sobie odmówić kawy o poranku, koniecznie takiej z ekspresu. Zabierania na każdy spacer aparatu fotograficznego (choć mały nie jest), choćbym miała "pstryknąć" jedynie kilka zdjęć. Kupna wartościowej książki dla Fiołka, by zaszczepić w niej chęć do czytania i by mogła czerpać ze słowa pisanego jak najwięcej, niezależnie od tego, jak daleko mieć będziemy do biblioteki. Wieczornych z mym Dziecięciem "psotek-łaskotek", dzięki którym budujemy wyjątkową więź i mam nadzieję - pośrednio - utwierdzam ją w poczuciu bezpieczeństwa. Słuchania codziennie innej płyty, bo ciszę to ja kocham niemalże na równi z ulubionymi dźwiękami, ale tylko na łonie natury. Układania przedmiotów w sobie tylko znanym porządku (zwykle alfabetycznym), przy jednoczesnym zachowaniu niesymetryczności... Takie przykłady można by mnożyć. Jednak kiedy wpadłam na pomysł owego wpisu i nadawałam mu tytuł, byłam właśnie po domowym seansie filmowym. Uświadomił mi on, że nie potrafię sobie także odmówić obejrzenia danego filmu po raz "enty" - mam kilka takich tytułów na które skuszę się zawsze, gdy nadarzy się ku temu okazja. I nie ważne, że znam je już niemalże na pamięć. Pomyślałam, że mogłabym się nimi z wami podzielić.



Kolejność przypadkowa =)

Fight Club (Podziemny krąg, reż. David Fincher) bo trio Pitt-Norton-Bonham Carter jest genialne; bo wyczytałam sobie w tym filmie gdzieś pomiędzy wierszami, że nie ma wewnętrznego wroga, którego nie możemy pokonać; bo ma świetny soundtrack; bo "odkryłam" dzięki niemu Chucka Palahniuka, z którego twórczością powoli się zapoznaję.

The Boondock Saints (Święci z Bostonu, reż. Troy Duffy) bo ma niesamowity klimat, choć tematyka jest dość "mocna" i dla niektórych zapewne kontrowersyjna; bo Willem Dafoe zagrał w nim niemalże genialnie; bo pomimo brutalnego świata, w jakim się obraca - zauroczyła mnie postać Murphy'ego McManusa (Norman Reedus); bo pokazuje czym jest zaufanie do drugiej osoby; znów - bo muzyka jest nierozerwalną częścią fabuły.

Gran Torino (reż. Clint Eastwood) - tu powinnam napisać jedynie: bo Clint Eastwood, zarówno jako aktor jak i reżyser, ale napiszę także: bo tematyka, która każe nam się zastanowić, jak bardzo tolerancyjni jesteśmy i czym w ogóle jest dla nas tolerancja.

The Crow (Kruk, reż. Alex Proyas) bo choć film jest mroczny i przytłaczająco smutny, opowiada także o tym, że siła prawdziwej miłości jest niewyczerpywalna, a sama miłość nieśmiertelna; bo Brandon Lee stworzył niesamowitą kreację, choć zapłacił za to najwyższą cenę; bo - tak, na muzykę zawsze zwrócę uwagę - a ta dopełnia film, zaś ścieżka dźwiękowa z The Crow jest jedną z moich ulubionych;.

Alfie (reż. Charles Shyer) głównie to chyba ze względu na spojrzenie i uśmiech Jude'a Law, ale także dlatego, że film obnaża pewne zachowania; bo pokazuje, iż nie można być całe życie bawidamkiem myślącym jedynie o własnych przyjemnościach; bo przypomina, że na każdą akcję przypada reakcja, a dorosłość to nie tylko nocne kluby, drinki i niezobowiązujący seks, ale przede wszystkim branie odpowiedzialności za własne poczynania.

Pitch Black (reż. David Twohy) bo to dobry obraz science fiction i właśnie dzięki niemu przekonałam się, że film sci-fi filmowi sci-fi nierówny (a piszę to jako widz do takich produkcji podchodzący mocno sceptycznie); bo Vin Diesel przyciąga głosem; bo można w nim znaleźć prawdę o tym, że ludzki pierwiastek jest nieśmiertelny.

Bardzo jestem ciekawa czy Wy macie takie filmy? A może zechcecie się podzielić tym, czego Wy sobie odmówić nie potraficie?

Pozdrawiam.

5 komentarzy:

  1. Tak się zastanawiam i myślę że każdy ma takie swoje codzienne rytuały. Ja np. nie potrafię sobie odmówić porannej kawy, niestety nie pamiętam kiedy udało mi się wypić ciepłą :), nawet teraz będąc w ciąży piję jedną kawkę dziennie, bo inaczej nie ma ze mnie żadnego pożytku. Nie potrafię sobie odmówić przeczytania chociaż kilku stron książki i bardzo się cieszę, bo w tym roku mogę dużo nadrobić. Kiedyś myślałam naiwnie, że zdążę w ciągu swojego życia przeczytać wszystkie interesujące mnie książki, ale zbyt dużo się ich narobiło. Rozmowy telefonicznej z moją mamą też nie potrafię sobie odmówić, choćby to miała być minuta żeby się przekonać że u niej wszystko ok. I oczywiście zabawy z moją córeczką, chociaż wolę od zabawy coś kreatywnego. Wczoraj np. robiłyśmy kartki świąteczne, każdy element przyklejony osobiście, a dzisiaj będziemy kontynuować, Amelka lubi takie sprawy :)
    pozdrowienia!!! :)

    sklerozja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mnie się kiedyś wydawało, że przeczytanie wszystkich interesujących mnie książek jest łatwe. Kilkanaście poznałam dzięki studiom, sporo przeczytałam będąc w ciąży. Ale lista zdaje się nie skracać... Bo okazuje się, że na czytanie jakoś trudno wykroić odpowiednią ilość czasu. I ja chyba dodam do tego, czego nie odmawiam sobie - czytanie choćby kilku stron :)
      Również lubię i zdecydowanie wolę kreatywne zabawy z Fiołkiem. My ostatnio takie kartki robiłyśmy z okazji dwóch ślubów, na których byliśmy. Nie wiem, czy Młodzi je docenili, ale my miałyśmy super zabawę :) Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Ważne że robiłyście je razem i że miałyście satysfakcję ze swojej pracozabawy ��

      Usuń
  2. ja też o poranku nie mogę sobie kawy odmówić... A filmów też jest kilka które co jakiś czas oglądam: "Świętych z Bostonu" (dzięki Tobie w zasadzie), "Lucky Number Slevin", "9 kompania", "Baśń o ludziach stąd", "Ostatni dzwonek", "Infiltracja"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popatrz, zapomniałam o "Lucky Number Slevin" - Dzięki za przypomnienie :)

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz. Nie widać go? To dlatego, że lubię czytać pozostawione dla mnie słowa jako pierwsza :)