środa, 7 maja 2014

Gest

Jeden gest. Jedno słowo. Albo jego brak.

Napakowane w kieszenie pozytywne emocje nie zawsze starczają, by obudzić się kolejnego dnia z uśmiechem.

Powtarzam sobie, że tak niewiele chcę, a jednak, cholera, zawsze pozwolę, by coś negatywnego zrodziło się w mojej głowie...

Tak, niczego nie można sobie zaplanować.

Bo w jednej chwili unosisz się nad ziemią zostawiwszy smutki za progiem, a w następnej przeglądasz się w kałuży łez z niedowierzaniem, że stało się to, co się stało.

Diabelski młyn codzienności...

A jednak ten jeden gest potrafi zdziałać cuda.

U mnie dziś słońce świeci jaśniej. Kawa smakuje lepiej. Energii w ciele więcej...

Bo ufam.

 

2 komentarze:

  1. Miłe uczucie. I nie tak powszechne...
    Fajnie że u Ciebie gości :)

    OdpowiedzUsuń
  2. znam te małe maleńkie psujodajne zdarzenia, króre sa powodem frustracji i gniewu...
    zaufanie - znam te pojęcie.
    wiesz co, mi przyszło do głowy? że ja staram się nim żyć a nie je tylko mieć... czy to dobrze? czas pokaże!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz. Nie widać go? To dlatego, że lubię czytać pozostawione dla mnie słowa jako pierwsza :)