piątek, 25 kwietnia 2014

Uwaga! Maruda na horyzoncie

Dziś sobie pomarudzę. Ogarnęło mnie totalne zniechęcenie. Za oknem wietrznie, a ja ze wszystkich możliwych zawirowań pogodowych najbardziej nie lubię silnego wiatru. Głowa boli od rana, do tego dochodzą dość uciążliwe tej głowy zawroty. Na dzień dobry zamiast wypijać kawę - łykam środki przeciwbólowe, bo nie jestem w stanie utrzymać się w pionie (tylko bez niepotrzebnych skojarzeń proszę). Wstaję po siódmej, a o dziesiątej mogłabym już właściwie wracać do łóżka. Mam wrażenie, że wszystko robię w zwolnionym tempie, nic mi nie smakuje, z wielkim trudem przychodzi mi posyłanie uśmiechów w stronę Fiołka. Pod koniec dnia nie mam ochoty dosłownie na nic i patrzę na siebie mocno nieprzychylnym okiem. A najgorsze, że pomimo zmęczenia zasypianie zajmuje mi średnio dwie godziny. Nie pomaga kojąca muzyka, nie pomaga czytanie książki, nie pomaga liczenie przysłowiowych baranów. Jak tak dalej pójdzie znielubi mnie i moje Dziecię, i mój Ślubny i ja sama się znielubię...

Przesilenie czy starzenie?

2 komentarze:

  1. przemęczenie bym powiedziała!
    ale fajnie marudzisz... żeby tak każdy!!! :):):)

    pamiętam siebie z tego czasu, ledwo po zimie... nie wiem co mnie postawiło do pionu... a!! żeń-szeń :P

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz. Nie widać go? To dlatego, że lubię czytać pozostawione dla mnie słowa jako pierwsza :)