poniedziałek, 17 marca 2014

The Bronze Horseman

Autor: Paullina Simons
Tytuł: Jeździec miedziany
Tytuł oryginalny: The Bronze Horseman
Z angielskiego przełożył: Jan Kraśko
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2007
Wydawnictwo: Świat Książki
Ilość stron: 720
Oprawa: twarda

O tym tytule słyszałam nie raz. I jakoś nie było okazji, by po niego sięgnąć. W końcu, zachęcona kilkoma przeczytanymi recenzjami i faktem, że książka nie staje się bestsellerem ot, tak - udałam się do biblioteki. Miałam szczęście, bo akurat ktoś tuż przed moim przyjściem książkę zwrócił. Mocno rozpadający się egzemplarz wylądował najpierw w mojej wielkiej torebce, później przy łóżku. Poleżał tam dobrych kilka dni, bo wciąż miałam tak wiele do zrobienia, a doba za nic nie chciała się wydłużyć. Aż w końcu zaczęłam czytać...

Początek wydawał mi się mało wciągający. Nie zrażona jednak przebrnęłam przez pierwsze rozdziały i... stało się. Młodziutka Tatiana Mietanowa spotkała na przystanku autobusowym oficera Armii Czerwonej Aleksandra Biełowa, a ja - wsiąkłam. Kilka kolejnych nocy umknęło mi zupełnie nie wiem kiedy. Powieść wciągnęła mnie tak bardzo, że pierwszej nocy zaczęło już świtać, kiedy ją odłożyłam. Podczas kolejnych musiałam sobie przed czytaniem wyznaczyć nieprzekraczalne granice czasowe bacząc, by - kiedy już dziecię moje otworzy swe piękne oczęta - być w stanie z uśmiechem zrobić śniadanie.


Historia niezwykła. Poruszająca. Zagmatwana. Miejscami wywołująca u mnie tak silne emocje, że drżały mi ręce podczas przekręcania kolejnych kartek (i sama się do siebie uśmiechałam, myśląc w duchu, że zachowuję się jak jakiś podlotek). Jako romantyczka z urodzenia i wyboru dałam się ponieść tej miłosnej historii z wojną w tle. Są książki, które czytam, ale jestem niejako obok nich (jeśli wiecie, co mam na myśli). W przypadku Jeźdźca miedzianego stapiałam się z powieścią za każdym razem, gdy po nią sięgałam. Byłam głodna każdego kolejnego słowa, gestu, spojrzenia jakimi obdarzali się nawzajem główni bohaterowie. Zakochiwałam się w Szurze razem z Tatią, nienawidziłam Dmitrija, w pewnym sensie współczułam Daszy... Przeżywałam to, co pierwszoplanowe postaci i - pomijając sielankowy wątek Łazariewa, jak dla mnie zbyt przesycony erotyzmem, niekoniecznie wysmakowanym - odczuwałam ciągłą potrzebę zagłębiania się w przeżycia, uniesienia, spory i dyskusje, które stały się udziałem Tatiany i Aleksandra. A jeśli dodać do tego to, co niosła ze sobą wojna, żniwo, jakie zbierał wszechobecny głód, ciągłe naloty, wybuchy bomb - wszystko nabierało jeszcze dramatyczniejszego wyrazu. Kiedy zamknęłam książkę na ostatniej stronie czułam ogromny niedosyt (zaspokoję go, mam nadzieję, podczas lektury drugiej części pod tytułem Tatiana i Aleksander).

Książkę czyta się jednym tchem (mimo, że miejscami niektóre wątki ciągną się zbyt długo), a przynajmniej tak było w moim przypadku. Powieść Paulliny Simons polecam. Bardzo. I mocno zastanawiam się nad umieszczeniem jej na osobistej liście książek, które zrobiły na mnie największe wrażenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz. Nie widać go? To dlatego, że lubię czytać pozostawione dla mnie słowa jako pierwsza :)