poniedziałek, 24 marca 2014

Gdzie nogi poniosą

Pewna chłodna, marcowa niedziela. Dzień jak co dzień. Z jednym małym wyjątkiem. Gest. O jeden za dużo, o jeden za mało. Słowo. O jedno za dużo. Może tym razem lepiej było przemilczeć? Jak co niedziela szykuje się do wyjścia. Tyle, że tym razem wyjdzie sama. Oni w dziecięcym pokoju bawią się w najlepsze drewnianą kolejką. Ona się maluje, układa włosy, ubiera. Orientują się, gdy jest już poza domem.

Idzie. Szybko. W środku cała się trzęsie. Ale wciąż zimowe powietrze nieco studzi emocje. Gdyby nie ciężkie buty zapewne by już biegła. Dom został w tyle. Kłębiących się pod "burzą" miedzianych włosów myśli jest zdecydowanie za dużo. Trzeba je jakoś poukładać. Tylko od czego zacząć? Idzie wciąż przed siebie. Nie ogląda się. Jeszcze bez celu. Gdzie nogi poniosą. Jest anonimowa. Mijają ją trzy osoby na rowerach. Nie widzą w niej matki, żony. Dla nich to zwykła, spacerująca po mieście kobieta, może zbyt szybko przemierzająca kolejne metry pieszo-rowerowej ścieżki. Jedno przejście. Drugie. W jednym z samochodów dostrzega wracającą do domu sąsiadkę. I cóż z tego? Czy ona nie może czasem wyjść na spacer bez dziecka i męża? Dlaczego w ogóle myśli o tym w ten sposób?

Wbija oczy w coś, co kiedyś było chodnikiem. Gdzieś w oddali słychać jakiś trel. Nie zna się na ptakach, ale czy to ważne? Ważne, że owe dźwięki choć na chwilę zagłuszają kakofonię, jaką słyszy we własnej głowie. Mija stary, zapomniany i zaniedbany park. Pośród nagich jeszcze drzew dziesiątki gniazd. Wrony krążą nad parkiem i nad nią. Drogę przebiega kot. W prążki. Za to pies cały czarny. Zresztą, przecież ona nie wierzy w zabobony. Czarne myśli, białe noce, zaróżowione policzki, błękitne oczy, tęcza życia od jakiegoś czasu widziana jedynie w odcieniach szarości. Czy to ma teraz w ogóle jakieś znaczenie?


Nogi zwalniają kroku. Podnosi wzrok. Samuraj z wachlarzem zachwala dachówki (???), niejaki "Czorny" ogłasza swe rządy poprzez wypisane na sklepie meblowym slogany, w marnym stylu zresztą, a rozciągnięta na parkanie reklama super-zmywalnej farby przypomina jej, że dawno nie piła czerwonego wina. Szkoda, że da się iść z zamkniętymi oczami.

Coraz silniejszy wiatr przyprawia ją o dreszcze. Stłuczone dawniej biodro zaczyna dawać się we znaki. Kiedyś ktoś tych bioder pożądał. Teraz pomagają jedynie w samodzielnym przemieszczaniu się. Dłonie puste. Intelektualną pustkę odczuwa już dawno. Próbuje sobie przypomnieć, co się ostatnio wydarzyło w czytanej aktualnie książce. Pamięta. Może nie ze szczegółami, ale pamięta. Czyli jeszcze nie jest tak źle. Skrzyżowanie. Gdyby poszła w prawo, dotarłaby zapewne do biblioteki. Ale po pierwsze jest niedziela, a po drugie dwa dni temu przytaszczyła do domu książki dla Dziecięcia - sztuk pięć i jedną dla siebie, żeby nie wypaść z "zawodowego obiegu". Inna sprawa, że jeszcze do niej nie zajrzała. 

Miało być bez celu. Po prostu przed siebie. Tymczasem nogi niosą ją do... domu. Ogarnia ją poczucie, że porzuciła własne dziecko. Porzuciła? Przecież zostało z tatą. Nie jest głodne, nie marznie, ma do dyspozycji pokój pełen książek i zabawek. A jednak. Teraz myśli zagłuszają rozpędzone TIR-y, dystans się zmniejsza, emocje powoli chowają się w zakamarkach duszy. Żałuje, że nie wzięła ze sobą zdobyczy techniki zwanej potocznie mp-trójką. Na niej od jakiegoś czasu na stałe wgrany jest Czarny album Lunatic Soul.


Bliskość domu powoduje coś na kształt odprężenia. A może to zasługa przebytego dystansu? Ważne, że w sercu spokojniej. Myśli układają się w zdania. TAK już więcej nie będzie, na TO sobie nie pozwoli, za to TAK będzie od dziś, a TAKICH chwil już nie przeoczy. Jeszcze tylko kilka schodów, jeszcze kilka kropek nad "i". Zgrzyt klucza w zamku. Uśmiech. Spoglądają na nią dwie pary oczu. Wróciła. To było pewne jeszcze przed wyjściem.

3 komentarze:

  1. mam radę: kup buty do biegania! :););) o ile biodro pozwoli :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo smutnego tematu notki muszę to napisać, wybacz-świetnie napisane. Po zakończeniu wróciłem do początku. Jestem pod wrażeniem Jagna.
    Stagnacja i marazm dopada każdego z nas. Wydaje nam się że zasługujemy na więcej i tak jest, tylko co jest tym więcej? Ustabilizowane życie ma swoje dobre i złe strony. Nie jesteśmy sami. Ale czasem chcemy tej odrobiny szaleństwa której od jakiegoś czasu brakuje w naszym życiu.
    Dobrze rozumiem notkę?
    Mam nadzieję że plusy stabilizacji przegonią braki których mieć nie możemy. A te co możemy-bierzmy.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za słowa uznania. Zrobiło mi się bardzo miło.

      A interpretacja trafiona. Miałam w głowie tyle obrazów, kiedy powstawała... Pewnie jeszcze z jedną interpretację dało by się "stworzyć". Cieszę się jednak, że meandry mych myśli nie okazały się zbyt zawiłe.

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz. Nie widać go? To dlatego, że lubię czytać pozostawione dla mnie słowa jako pierwsza :)