piątek, 3 stycznia 2014

"Wild Justice"

Autor: Wilbur Smith
Tytuł: Okrutna sprawiedliwość
Tytuł oryginalny: Wild Justice
Z angielskiego przełożyła: Ewa Jagielska-Pszczel
Miejsce i rok wydania: Warszawa 2007
Wydawnictwo: Albatros
Ilość stron: 400
Oprawa: miękka

Od kiedy przeczytałam pierwszą powieść Wilbura Smitha, stał się on jednym z tych autorów, po którego książki sięgam chętnie. Powoli zapełniam też prywatne półki tytułami, które wyszły spod jego pióra, polując na okazje. A Smith to pisarz płodny. Wydał zarówno pojedyncze powieści (m.in. Kopalnia złota, Gdy umilkną bębny, Ptak słońca), jak i sagi: Courtney'ów, Ballantyne'ów, tzw. sagę egipską oraz powieść łączącą dzieje obu rodzin pt. Triumf słońca. Wydanych zostało 30 tytułów z okładem.

Powieści nie należących do żadnej z sag udało mi się do tej pory przeczytać sześć (wliczając w to Okrutną sprawiedliwość) i muszę przyznać, że wciąż jestem pełna podziwu dla wszechstronnej wiedzy autora. Zastanawiam się tylko na ile wpływ na ów zachwyt ma faktyczna wiedza Smitha, a na ile - moja skąpa (i zwykle czysto teoretyczna) wiedza na temat żeglowania, skoków spadochronowych czy szeroko pojętej geografii. Ale wracając do powieści... Czytało mi się ją jak zwykle dobrze (choć z przerwami, niestety czasem zbyt długimi, stąd moje większe zadziwienie zakończeniem). Akcja - jak to w powieściach sensacyjnych - rozpoczyna się mocnym uderzeniem i jeszcze mocniejszym się kończy. Głównego bohatera - Petera Stride'a - poznajemy w sytuacji nie do pozazdroszczenia, kiedy to zmuszony jest odbić zakładników z porwanego przez terrorystów samolotu. Pierwsza akcja przebiega sprawnie, ale po jej finale okazuje się, że to dopiero wierzchołek góry lodowej w walce z przestępczością zorganizowaną. A dokładnie z jednym człowiekiem stojącym na jej czele, o którym wiadomo jedynie, że nosi przydomek Kalif i jest w stanie posunąć się do każdego niemalże okrucieństwa, byle nieprzerwanie kroczyć do wytyczonego sobie celu.

I tylko konstrukcja głównych bohaterów pozytywnych zaczyna być nieco irytująca (w odniesieniu do przeczytanych powieści Smitha). Są oni zawsze bowiem tak doskonali i piękni, że wręcz nierealni, co moim skromnym zdaniem działa na niekorzyść powieści (ze wszystkich książek wspomnianego autora, jakie do tej pory przeczytałam, jedynie w dwóch pojawili się bohaterowie w jakimś sensie fizycznie ułomni, co nie miało jednak żadnego wpływu na ich intelektualną doskonałość). I w Okrutnej sprawiedliwości Smith tworzy główne postaci według - można by rzec - pewnego szablonu. Peter: inteligentny, wysportowany żołnierz Thoru, potrafiący w ułamku sekundy podejmować strategiczne decyzje, które nie raz ratują mu życie, uczący się szybko, zawsze bezbłędny, posiadający umiejętności pilota, kapitana statku, strzelca wyborowego, mistrza sztuk walki, nurka, a nawet perukarza oraz, rzecz jasna, kochanka. Magda Altman: młoda baronowa polskiego pochodzenia o ciele bogini, posiadająca w wieku dwudziestu kilku lat niemalże pełną wiedzę z tak wielu dziedzin, że przeciętnemu człowiekowi opanowanie jej zajęło by pewnie czas do sześćdziesiątki, dla której każde drzwi stoją otworem. Tych dwoje podejmuje walkę z terroryzmem na skalę światową, by zupełnie niechcący, pomiędzy kolejnymi akcjami, zakochać się w sobie (mój ulubiony chyba fragment książki, to ten w którym wyznają sobie miłość, a właściwie scena to bezpośrednio poprzedzająca).

Powieść najmocniej wciągnęła mnie pod koniec, na ostatnich dwudziestu stronach, kiedy to odsłonięta zostaje prawdziwa tożsamość Kalifa i jego agentów. Nie brak w niej opisów brawurowych akcji na wodzie, lądzie i w powietrzu, tropikalnych krajobrazów, odniesień geograficznych, dzięki którym czytelnik spaceruje po ulicach Paryża, Londynu czy Jerozolimy, a także scen przeznaczonych wyłącznie dla dorosłego odbiorcy. Całość jest spójna (nie polecam jednak czytania tej książki na raty) i, w porównaniu do innych powieści Smitha, całkiem oryginalna.

Poleciłabym Okrutną sprawiedliwość raczej mężczyznom, ale i dla pań chcących oderwać się od literatury kobiecej mogłaby być ciekawą propozycją.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz. Nie widać go? To dlatego, że lubię czytać pozostawione dla mnie słowa jako pierwsza :)