poniedziałek, 27 stycznia 2014

Filmowe Love: "Kwiat pustyni"

Wciąż nie mogę się otrząsnąć po obejrzeniu filmu. Z jednej strony lubię oglądać takie obrazy, które wywołują u mnie silne emocje, skłaniają do przemyśleń i na długo zostają w pamięci. Z drugiej strony - nie zawsze potrafię nad burzą myśli, jakie się pod wpływem danego tytułu pojawią, zapanować i znaleźć wytłumaczenie dla tego, co widziałam.

Tak jest po ostatnim seansie. Miałam okazję zobaczyć film zrealizowany na podstawie książki Desert Flower (Kwiat pustyni) Waris Dirie. Jej historii chyba nikomu nie trzeba przedstawiać (a przynajmniej mam taką nadzieję). Jest ona do tego stopnia przejmująca, że dziś nadal mam w oczach łzy, gdy wrócę pamięcią do zapamiętanych z filmu obrazów. Trudno mi znaleźć odpowiednie słowa, by opisać jak wielka jest we mnie niezgoda na to, co spotkało Waris. Choć przecież to, że ja się buntuję siedząc we własnych czterech ścianach nic nie zmieni. Pointa zamykająca film zasmuca jeszcze bardziej. Skoro sama Dirie, ofiara rytualnego obrzezania, pomimo wielkiego wysiłku, jaki włożyła w walkę z tym barbarzyństwem, nie miała wpływu na zakorzenione w głowach jej rodaków myślenie, to cóż może kobieta nie potrafiąca sobie nawet wyobrazić bólu towarzyszącego Kwiatowi pustyni? Najbardziej przerażające jest chyba właśnie to, że kiedy film się skończył, ja siedziałam bez ruchu ze świadomością, że omówiony w nim proceder naprawdę trwa nadal... Że rzeczywistość przedstawiona w filmie Sherry Hormann, nie jest zmyślona, że tragedia, jaka spotyka miliony dziewczynek z Somalii nie została ubarwiona jedynie dla podniesienia dramatyzmu obrazu...


Z racji powagi tematu, jaki w filmie został podjęty, trudno pisać o grze aktorów (a przecież Liya Kebede wcielająca się w główną postać zagrała naprawdę dobrze), prowadzeniu dialogów czy scenerii. Muszę jednak przyznać, że wszystko jest spójne, poprowadzone tak, aby odbiorcy nie umknął żaden szczegół, a zastosowanie retrospekcji sprawia, że z coraz większym zaangażowaniem chłonie się tę niezwykłą historię skrzywdzonej, ale silnej i pięknej kobiety, jaką Waris Dirie niewątpliwie jest.

Film jest trudny, momentami nawet brutalny, ale warto go obejrzeć.

Po książkę Kwiat pustyni oraz pozostałe tytuły, które wyszły spod pióra Waris Dirie zapewne także sięgnę, ale dopiero za czas jakiś...

5 komentarzy:

  1. Siedzieliśmy przed tym samym kanałem w tv :)
    Scena obrzezania była dla mnie nie do obejrzenia, a widziałem w życiu wiele. Ten rozdzierający płacz dziecka...Pod każdym słowem Twojej notki podpisuję się bez dwóch zdań oprócz...gry aktorskiej, tam mnie kompletnie nie przekonała, ale to tylko moje subiektywne zdanie. Poruszająca historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w trakcie sceny obrzezania przełączyłam na inny kanał... To było dla mnie zdecydowanie za dużo.
      Mam kilka takich filmów, które widziałam raz i wiem, że więcej ich nie obejrzę - nie dlatego, że są kiepskie, wręcz przeciwnie - dlatego, że poruszają tak trudne tematy i bardzo mocno na mnie podziałały, jakbym je wręcz pod skórą czuła. I chyba Kwiat pustyni do nich dołączy.

      Usuń
  2. Książka chyba jeszcze mocniej wstrząsająca....Ale warto przeczytać. Tak mnie zainteresowała ta historia, że później sięgałam jeszcze po inne tytuły dotyczące tego problemu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałem w telewizji.
    Statystyki na koniec mnie totalnie rozbiły :(
    6 tys. dziewczynek dziennie! I nikt nie może z tym nic zrobić, to wręcz niewiarygodne barbarzyństwo. A jednak.

    OdpowiedzUsuń
  4. Obrzezanie to początek ich dramatu. Całe życie pod dyktando, wbrew sobie. Zawsze byłam wrażliwa, ale po tym filmie zupełnie nie potrafiłam się uspokoić.....

    sklerozja

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz. Nie widać go? To dlatego, że lubię czytać pozostawione dla mnie słowa jako pierwsza :)