środa, 11 grudnia 2013

"Z pszczołami nigdy nic nie wiadomo" czyli rzecz o pewnym Misiu =)

Kiedy sama byłam dzieckiem książek miałam niewiele, ale za to pamiętam je do dziś.


Na mej półce stały: Poczytaj mi mamo, Baśnie braci Grimm, Baśnie H. Ch. Andersena, Wiersze dla dzieci J. Tuwima, 120 przygód Koziołka-Matołka oraz 2-ga księga przygód Koziołka-Matołka K. Makuszyńskiego, Na nic płacze, na nic krzyki, koniec przygód Fiki-Miki tegoż (poza przygodami podobał mi się także format tych książek), harmonijkowa książka o Zoo, której tytułu za nic nie mogę sobie przypomnieć, ale ilustracje z niej jak żywe stają mi przed oczami... Później dołączyła seria o Muminkach T. Janssona. Jeszcze później zaczytywałam się w serii Ani z Zielonego Wzgórza Lucy Maud Montgomery i książkach Krystyny Siesickiej...

W tej notce chcę jednak napisać o książce, która odkąd wpadła w moje ręce, towarzyszy mi do dziś i mam nadzieję, że kiedyś będzie towarzyszyła Fiołkowi. Ową książką jest Kubuś Puchatek A. A. Milne'a (w tłumaczeniu Ireny Tuwim).




Od chwili, gdy przeczytałam pierwszy rozdział, stała się ona tą, po którą sięgałam najczęściej. Towarzyszyła mi nawet na studiach, wtedy już cichutko stojąc na półce, pomiędzy opasłymi tomami podręczników akademickich traktujących o epokach literackich. Wkrótce dołączyła druga, zakupiona w antykwariacie Chatka Puchatka. Dbałam o te wydania (Kubuś Puchatek 1984, Chatka Puchatka 1979) bardzo, jakby już wtedy podświadomie czując, że będę je kiedyś czytać swojemu dziecku. I tak też się stało =) Fiołek Kubusia polubiła niemalże od razu (choć tak po prawdzie jej ulubioną postacią jest Tygrys =) Nic zresztą dziwnego, bo tego misia nie da się nie lubić.


Przygody, które stają się jego udziałem, są niezwykle zabawne, a czasem szalone, ale jednocześnie ciepłe i pouczające. A cytaty z Kubusia czy Kłapouchego urastają już wręcz do rangi kultowych. 
My bardzo lubimy do Stumilowego Lasu wracać... Niezwykłe w Puchatkowych opowieściach jest to, że wydają się takie znajome, a jednak za każdym razem odkrywamy w nich coś nowego =)

Teraz jesteśmy na etapie dokupowania kolejnych tytułów, już nie Milne'a, ale równie udanych i ciekawych (o nich może w innym wpisie). Tymczasem oryginalnego Puchatka polecam całym sercem =)

3 komentarze:

  1. U mnie na półce stały dokładnie te same wydania tych samych książek <3 Darzę je ogromnym sentymentem i cieszę się niezmiernie, że przetrwały mnie i moją siostrę i doczekały Minia :) Fiki Miki to była moja ulubiona seria, miałam chyba z 3 części :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe, u mnie też dokładnie to samo, chociaż Braci Grimm miałam w granatowej okładce :) Ale z tym samym krukiem! A pozostałe - identyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Dziękuję za odwiedziny i komentarz.

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz. Nie widać go? To dlatego, że lubię czytać pozostawione dla mnie słowa jako pierwsza :)