czwartek, 21 listopada 2013

El amor

Książką Gabriela Garcíi Márqueza El amor en los tiempos del cólera (Miłość w czasach zarazy) byłam zachwycona. Nie czytałam jej, ale wręcz "połykałam" wzrokiem. Bezkrytycznie pochłaniałam fabułę, język, formę. Do dziś, niezmiennie, jest na mojej TOPliście książkowej. Gdy okazało się, że w TV będzie można obejrzeć film, który na jej podstawie powstał - nie wahałam się długo. Byłam na "wygranej" pozycji, bo książkę już znałam (choć od jej przeczytania minęło chyba z sześć lat; zawsze będę podkreślać, że po filmy na podstawie powieści należy sięgać po zapoznaniu się z oryginałem). I tak, jak dzieło Marqueza na długo zostało w mej pamięci, tak o filmie raczej wolałabym zapomnieć.

Pisząc wprost - jestem rozczarowana. Skupiono się na wątku miłosnym i jednocześnie, jak dla mnie, mocno go spłycono. Rozumiem, że nie można było w ograniczonym czasie zawrzeć wszystkich wątków i detali. Ale nie rozumiem powierzchowności z jaką prześlizgnięto się po uczuciu, które połączyło Ferminę i Florentina. W książce to była miłość ponad czasem, może niedoskonała, ale prawdziwa. W filmie, mam wrażenie, wszystko dzieje się na siłę. Nie pomógł Javier Bardem, nie pomogła muzyka Antonio Pinto i - muszę przyznać - piękny głos Shakiry. Oglądając obraz Mike'a Newella czułam się jak na komedii, a nie na dramacie. I zaczynam się zastanawiać, czy w tym przypadku nie było by korzystniejsze nie znać "wersji" Marqueza.

Pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz. Nie widać go? To dlatego, że lubię czytać pozostawione dla mnie słowa jako pierwsza :)