wtorek, 10 września 2013

Up and down

Wczoraj pod chmurami, dziś prawie wdeptana w podłogę. Istny rollercoaster. Chodzę z kąta w kąt, myślę o wszystkim i niczym. Czuję się taka bezradna i bezsilna. Nawet narzekać nie mam siły...

Dziś mam, jak nigdy, poczucie ogromnej niesprawiedliwości... hmmm... życiowej. I najgorsze, że nie dotyczy ona mnie, bo dorosły wiele zniesie, a dotyczy dziecięcia mego, które i tak ma już na swym koncie więcej niż inne dzieci w podobnym wieku. Przyznaję, martwię się na wyrost, bo jeszcze nie mam pewności, że jest o co. Ale wolę się przygotować psychicznie na taką ewentualność, łudząc się, że lepiej zniosę to, co będzie...

I znów zamiast "TU i TERAZ" mam "CO, JEŚLI..." I nie mam sił zupełnie, żeby przekonać samą siebie, iż nie tędy droga.

2 komentarze:

  1. tak mi przykro...
    gdyby o nas samych chodziło pewnie zacisnęłi bysmy zęby i powiedzieli "będzie co ma być" nato miast kiedy sa już dzieci to zawsze sie mysli "a co jeśli" i mnie to zawsze spędza sen z powiek.
    nie wiem co sie u Ciebie dzieje, ale jestem i jak bys chciała wyrzucić w piśmie to, co na sercu ciąży napisz.
    Pozdrawiam Cie ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  2. jejku... więc pozostaje mi życzyć zdrówka, bo czy może być coś ważniejszego?! pozdrawiam wieczornie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz. Nie widać go? To dlatego, że lubię czytać pozostawione dla mnie słowa jako pierwsza :)