czwartek, 7 lutego 2013

Na śniadanie...

Są głosy, które z zamkniętymi oczami rozpoznajemy i kojarzą nam się tylko pozytywnie. Dla mnie takim "głosem" jest ten należący do pana Tomasza Knapika. Uwielbiam go słuchać, nie tylko jako lektora. Dziś gościł w pewnym programie śniadaniowym i mogłam się nasłuchać do woli, szczególnie, że w tok wywiadu wtrącał wiele anegdot i miał w sobie ogromną swobodę wypowiedzi. A anegdota o tym, skąd się wziął jego pseudonim, wprost rozłożyła mnie na łopatki i - podobnie jak pani redaktor - uśmiałam się do łez...

Oto ta anegdota, w skrócie rzecz jasna i z pamięci - napisana jednak wiele traci, to trzeba było usłyszeć =)

Rzecz dzieje się w domu pana Tomasza, jako, że "lektorkę" nagrywano wtedy także w domu; od syna, małoletniego, jak wspomniał opowiadający, wychodzą goście, po cichu, na paluszkach... Aż tu nagle słychać głos:
- Ramirez, (tu padło niecenzuralne słowo) to były moje konie...

I teraz wystarczy, że ową puentę sobie przypomnę i już robi mi się weselej =) A dzień się taki radośniejszy od razu zrobił...

Panie Tomaszu - chylę czoła!

2 komentarze:

  1. Ufff po kilku słowach aż mi serce staneło, mówie o poprzednim blogu, ale jestes, tutaj jestes... Super! ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj
    Wiem o czym mówisz - też to oglądałam...uśmiałam się...głos ma fantastyczny....
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój komentarz. Nie widać go? To dlatego, że lubię czytać pozostawione dla mnie słowa jako pierwsza :)