piątek, 15 lutego 2013

Alfabet odczuć

Alfabet:

I jak ignorowana

Jakie może mieć ambicje „kura domowa”? Nie mam marzeń, pragnień, planów… Oczywiście wg otaczających mnie osób, niejednokrotnie także tych najbliższych. Mnie nie trzeba mówić „dziękuję”, „potrzebuję cię”, cieszę się, że jesteś. Ale za to zawsze można... [patrz: W jak …]

N jak niedoceniana

Bo przecież w domu gotowanie, pranie, prasowanie i wiele innych zajęć wykonuję poprzez klaśnięcie w dłonie i wypowiedzenie formułki „niech się stanie…” Prawda? I tylko chce się ode mnie wciąż więcej i więcej… I tylko na słowa „tego nie zrobiłaś, tamtego nie załatwiłaś” mogę liczyć zawsze. 
Myślę sobie czy ową literkę z alfabetu będę mogła wyrzucić po tym, jak na moją Drugą Połówkę spadły wszelkie rodzinno-domowe obowiązki, kiedy ja zostałam położona do łóżka przez coś grypopodobnego. Zobaczymy…

W jak wykorzystywana
„Napisz mi o…”, „załatw dla mnie…”, „czy mogłabyś…” (ładniejsza forma „masz to zrobić”). Zawsze „daj”, prawie nigdy „weź”… Bo wciąż za mało we mnie asertywności.

Z jak zapomniana
Jeśli ja coś zainicjuję, to zwykle ma to swoją kontynuację. Napiszę list – dostaję odpowiedź, podobnie jest z sms’em czy zapytaniem o możliwość odwiedzin. Jeśli to nie wyjdzie ode mnie… to – pozwólcie, że zacytuję znanego poetę – „cicho wszędzie, głucho wszędzie…”

Ostatnio mam wrażenie, że otoczenie zdaje się czekać na moje potknięcie. Owo wrażenie jest tak silne, że nawet ja na to czekam. I choć nie lubię, będę chyba jednak musiała tym razem zawieść samą siebie.




Hmm… Czyżbym jeszcze nie do końca wyzdrowiała, że taka marudna jestem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za Twój komentarz. Nie widać go? To dlatego, że lubię czytać pozostawione dla mnie słowa jako pierwsza :)