poniedziałek, 9 października 2017

Kolorowe pióro: Zauroczona turkusem

Turkus w Młodej Polsce:

[...] O ścianie nagiej, szarej, stromej,
spiętrzone wkoło skał rozłomy
w świetlnych zasnęły mgłach.

Ponad doliną się rozwiesza
srebrzystoturkusowa cisza
nieba w słonecznych skrach.

Kazimierz Przerwa-Tetmajer Widok ze Świdnicy do Doliny Wierchcichej (fragment)



I turkus współcześnie:

Na turkusowej polanie
Leżę, obmywa mnie deszcz
Z nektaru zjadam śniadanie
Pszczoła układa mi wiersz

Andrzej Sikorowski Turkusowa polana (piosenka; fragment)




czwartek, 5 października 2017

Radość

Radość.

Odczuwamy ją tak wiele razy w ciągu dnia, choć nie zawsze te drobiazgi ja przynoszące zauważamy. A przecież ona jest obecna, ciągle blisko, niekiedy wywołuje drżenie rąk, czasem przyspiesza bicie serca, bywa, że na moment odbiera oddech. Zwykle jednak przynosi uśmiech. I ten uśmiech właśnie zawsze powinniśmy umieć zauważyć na własnej twarzy i twarzach naszych najbliższych. Uśmiech zrodzony z wewnętrznej radości. Ten uśmiech powinien być najważniejszy.

Gdy Ono ozdabia wyciągnięte z piekarnika pachnące cynamonem pierniczki, które samo wycinało z ciasta.
Gdy On sam dochodzi do rozwiązania zagadnienia, nad którym głowił się od kilku dni.
Gdy Ona otwiera na pierwszej stronie kolejną książkę, która bardzo chciała przeczytać.
Gdy Ono mogło urządzić przestrzeń dla pierwszego zwierzątka domowego według własnego pomysłu.
Gdy On mógł wypowiedzieć się na ważny dla siebie temat i został wysłuchany.
Gdy Ona mogła uścisnąć dłoń kogoś, kto może i jest w pewnym sensie obcy, ale jednocześnie jest dla niej niezwykle ważny.
Gdy Ono dostaje na własność narzędzia, dzięki którym może utrwalać ważne dla siebie chwile i rozwijać kreatywność.
Gdy On może spełniać się w swoich zainteresowaniach.
Gdy Ona dostaje te chwile tylko dla siebie i może zanurzyć się w uwielbianych dźwiękach.

Gdy Ono widzi kochających się rodziców.
Gdy On może ogrzać się w jej ramionach po całym dniu ciężkiej pracy.
Gdy Ona może wtulić się w niego w nocy, gdy nad głową zaczynają kłębić się czarne myśli.
Gdy Ono biegnie szkolnym korytarzem, na końcu którego zawsze czeka mama lub tata.
Gdy On może ją obudzić aromatem świeżo zaparzonej kawy.
Gdy Ona może go nakarmić jego ulubioną potrawą.

Gdy Oni spacerują zasypanym jesiennymi liśćmi chodnikiem, Ono przeskakuje kolejne kałuże, a Oni po prostu są ze sobą, bez pośpiechu, ale właśnie zatopieni w takim czasem ledwie dostrzegalnym uśmiechu. Uśmiechu wypełnionym uczuciem, którego zastąpić nie sposób, za to zbyt łatwym do zgubienia pomiędzy codziennymi sprawami.

Ja pamiętam o tym uśmiechu zrodzonym z najprostszych radości. Zauważam te drobiazgi radość wywołujące. Zatrzymuję się przy nich, przyglądam, wchłaniam towarzyszące im emocje. Wtedy mam do czego wracać, gdy pomiędzy godzinami rozgości się smutek. Radość nie toczy z nim boju, ale ostatecznie to właśnie ona staje się ważniejsza. Przechyla szalę, wyrównuje poziomy, porządkuje myślenie. Moje duże i małe radości życia. Ukochana Córka, z którą uwielbiam na nowo odkrywać świat. Mąż, z jego niezmienną, przyciągającą mnie energią. Kolejna przeczytana książka. Gorąca kawa o poranku. Nowa płyta zapętlona w słuchawkach. Spacer z aparatem w ręce. Kawałek działki, który przeistacza się dzięki mojej pracy. Zainteresowania, którym się poświęcam, choćby inni twierdzili, że to strata czasu. Dostrzegam je wszystkie i pielęgnuję. I Tobie także to polecam.